Nowy iPhone 6 – największe zalety.

Dziś zacznę od zdania: jestem pechowcem i szczęściarzem jednocześnie. I w sumie cieszę się z tego! Co to wszystko znaczy? Już opowiadam.
Tydzień temu do mojego małego boksu w pracy podszedł szef. Z uśmiechem na twarzy poprosił mnie o wizytę w jego biurze. Pomyślałem: osobiście – sam przyszedł? Spanikowałem. W głowie słyszałem już jego głos: niestety robimy cięcia i musimy się z Panem pożegnać. Wstałem i poszedłem ze spuszczoną głową za nim. Jak na śmierć. Okazało się, że zupełnie niepotrzebnie, bo było całkowicie inaczej. Dostałem podwyżkę! I premię! Ha! Po kilku latach ciężkiej pracy w końcu doceniony. Super.
Do domu szedłem krokiem lekkim – szczęśliwy. Więcej pieniędzy na koncie robi swoje. Może za bardzo byłem zamyślony, a może to on jechał za szybko, ale… zdarzył się wypadek. Potrącił mnie rowerzysta. Może też był szczęśliwy? No nie wiem. efekt tego taki, że mój dopiero co zdobyty iPhone 5s uległ uszkodzeniu. Zbita szyba. Na początku posmutniałem. Ja to mam pecha! Ale po chwili pomyślałem – premia! I od razu pobiegłem do salonu Apple. IPhone 6 – nówka sztuka. A co sobie będę żałował! :) Fajnie. To takie szczęście w nieszczęściu w sumie. Tak mi się wydaje.
Korzystam z nowego smartfonu już chwilę więc postanowiłem zdać pierwsze relacje. Ekran – duży. Z początku za duży. Jednak byłem przyzwyczajony do mniejszego. Ten już idzie trochę w stronę phabletu, a nie smartfonu… Przynajmniej w mojej opinii. 4,7 cala… dużo. Po czasie – dwóch, trzech dniach uznałem, że jest ok. Teraz nawet uważam, że fajniejszy jest niż małe. Bo czyta się lepiej i oglądać filmy można. Uwiera jednak w kieszeni – nie powiem w co. :) Funkcje – jest ich cala masa więc nie będę wszystkiego opisywał. Jedną z nowości – i nie ukrywam moim ulubieńcem – jest możliwość połączenia iPhone’a z MacBookiem. Mogę dzięki temu odbierać rozmowy telefoniczne nie odrywając się od komputera. To samo jest z SMSami. Od razu wiesz kto zawraca ci głowę. Nie musisz szukać telefonu. Dla mnie bomba.

Czy warto kupować używane sprzęty marki Apple?

Ten wpis poniekąd łączyć się będzie z moim poprzednim. I w tym przypadku skupię się na sile marki Apple. Jest to dla mnie bowiem prawdziwy fenomen. Zacznijmy może od frazy: rzeczy używane. Z czym się ona wam kojarzy? Jest dobrze nacechowana. Raczej nie. Przecież rzeczy już używane kupują biedacy. Ci, których nie stać na nowe. To towar gorszej jakości. Już używany, dotykany, eksploatowany. Kto by taki chciał?

No właśnie – to jest dobre pytanie: kto? Jak się okazuje ja sam. :) Do teraz miałem iPhone 4s – zawsze go sobie ceniłem. I właściwie nie spieszyłem się z wymiana na lepszy model. Nie czułem takiej potrzeby. Poza tym nie stać mnie na nowego iPhone’a w tym momencie więc… wiadomo. Ostatnio na jakiejś imprezie dane mi było poznać ciekawych ludzi – zaczęliśmy rozmawiać. Szybko temat zszedł na nowe technologię – także na Apple. Jak się okazało oni wszyscy kupowali używany sprzęt – mało tego, gdy się znudził wymieniali go na używany nowszy! Pomyślałem sobie: trochę słabe. Używany? Taki już przez kogoś macany…? Nieeee…. Ale oczywiście jak tylko dotarłem do domu – tak z czystej ciekawości – wpisałem w wyszukiwarkę: iPhone 4s exchange. Ależ wyników… ależ możliwości. :) Od razu powiem, że nie jestem już posiadaczem iPhone’a 4s, a 5s. Tak wyszło. I wcale nie brzydzi mnie posiadanie już ekspolatowanego smartfonu. Przeszło mi. :) Kurcze – to jest fajne. Poważnie. I o wiele tańsze. Możesz trafić na świetne oferty. Wystarczy tylko trochę poszperać tu i tam. Naprawdę polecam.
To właśnie ta zmiana myślenia podkreśla siłę marki Apple. Mówiłem na początku, ze o niej chwile znów pogadam. Gigant z Cupertino zbudował taki wizerunek, że nawet jego używany sprzęt jest luksusowy. To jest moc, co? Oczywiście ten wizerunek nie wziął się znikąd. Nawet 4-letni smartfon marki Apple jest bardziej niezawodny niż wiele nowych propozycji rynkowych. Ot cała prawda.

 

W czym tkwi siła giganta z Cupertino?

O tym, że Apple to prawdziwa potęga wie chyba każdy. Jednak mało kto zdaje sobie sprawę jak do tego doszło. Oczywiście wszyscy znamy historię Steve’a Jobsa. Przynajmniej tak zakładam. Skoro tu ze mną jesteś, zapewne tak jak ja lubisz markę Apple i wiesz nieco o jej założycielu. Ale czy zastanawiałeś/łaś się kiedyś w czym tak naprawdę tkwi siła giganta z Cupertino. Przecież nie jest to tylko postać Steve, a raczej Steve’ów – bo było ich dwóch.
Ostatnio mój kolega zalał swojego iPhone’a. I to dość solidnie. Sokiem jabłkowym. Jak tylko zdał sobie z tego sprawę, od razu pożyczył ode mnie telefon i zaczął szukać pomocy. Wpisał w Google serwis iPhone Poznań i zawzięcie surfował. Ja przyglądałem się temu z boku. W głowie miałem tylko jedną myśl: nie lepiej kupić inny telefon – nowy w sensie. Wiem, że nie byłby to już iPhone – zdawałem sobie sprawę z możliwości finansowych kolegi. Ale wciąż – mógłby być to dobry telefon innej marki. Nie – on twardo uparł się, aby ratować iPhone’a. Ta sytuacja dała mi do myślenia – co takiego ma Apple? W czym tkwi jego siła? Oczywiście na początku do głowy przyszedł mi dobry marketing. Ale nie… działania marketingowe bez poparcia w produkcie są niczym. Jeśli promujesz coś złej jakość to prędzej czy później konsumenci się o tym dowiedzą i odejdą. Czy zatem siła Apple tkwi w jakości? Myślę, że też. Jednak najważniejsza jest tu moim zdaniem szczerość. Tim Cook mówi nam, że kupujemy wyjątkowy sprzęt i faktycznie tak jest. Jest on dobrze zaprojektowany, a przez to odpowiada na nasze wszystkie potrzeby. Po pierwsze jest innowacyjny. Po drugie jest przydatny. Po trzecie wygląda bardzo estetycznie. Po czwarte korzystamy z niego bez najmniejszego problemu, wręcz odruchowo. Po piąte nie jest przekombinowany. Po szóste jest dopracowany w każdym szczególe. I tak możemy wymieniać i wymieniać. Ten smartfon jest po prostu idealny. I w tym tkwi cała tajemnica.